Moje odchudzanie, dieta ketogeniczna i jak zeszłam z 92kg do 69 kg.

niedziela, 7 lipca 2019


Kto nigdy nie był na diecie ręka w górę.
No właśnie. Każdy z nas próbował jakiejś diety, ja także, a prób było tyle że po 10 skończyłam liczyć. Takie uroki bycia grubym całe życie. Opinia publiczna jest bezlitosna , a w obecnych czasach mediów społecznościowych i rosnącej fali hejtu z byle powodu urasta do rangi wyznacznika naszego życia. Przyznam że podziwiam osoby, które mają to w czterech literach i nie dają się ponieść dzikim pędem ku idealnej sylwetce.
Ja, mając już te prawie 30 lat doszłam do wniosku że jak nie schudnę teraz to już nigdy. A wiecie okrągłe cyfry zawsze są bardziej znaczące nic połówkowe, więc wyznaczyłam sobie cel: na trzydziestkę będę mogła opalać się w ciepłych krajach z idealną wysportowaną sylwetką. I tak będzie. Koniec kropka.

Ogólnie starania o zmniejszenie mojej objętości wcieliła w życie 2 lata temu kiedy to urodziłam córkę. Z wagi 92 kg i 166 cm w rok zeszłam do 76 i waga stanęła. Już byłam z siebie bardzo zadowolona, ale nie uprawiałam żadnej aktywności fizycznej a kątowa ie się dietami nie było dla mnie. Ta nagła zmiana wagi była spowodowana wykluczeniem cukru z herbat, kawy, itp. Nadal jednak piłam soki slodzone i jadłam słodycze. Nie bez wkładu było też to że karmiłam piersią i niedojadałam. W między czasie zauważyłam że puchne po różnych produktach, że chodzę wiecznie zmęczona, zmulona, boli mnie głowa, brzuch a produkt wydalniczy był koszmarny. Na szczęście mamy 21w internet to kopalnia wiedzy i szybko znalazłam przyczynę mojego złego samopoczucia. Gluten, bo to on był głównym zapalnikiem mdłości z miejsca odstawiłam. Przestałam puchnąć, czułam się fantastycznie i drążylam temat dalej. Czytałam o diecie ketogenicznej, o poście Dąbrowskiej i jednak zdecydowałam się na tą pierwszą bo idea tej diety mnie przekonała (bez glutenu, minimalna ilość węglowodanów, zero cukru, za to jemy zdrowo, grillowane, smażone rzeczy czyli coś co uwielbiam.)
Diete keto zaczęłam stosować w październiku 2018 roku i najgorszy był czas adaptacji. Mój organizm dostał wręcz szoku i miałam ochotę rzucić się na wszystkie owoce jakich nie lubię byleby zjeść coś z cukrem. Na szczęście jakoś dałam radę, po adaptacji wszystko się wyrównało i mimo że nadal miałam duża ochotę na słodycze zjedzenie tłustego posiłku wybijało mi to z głowy. Na diecie keto byłam do lutego 2019. W tym czasie poleciało mi 6 kg z wagi bez deficytu kalorycznego. Dietę przerwałam gdyż doszłam do wniosku że warto zbadać się pod kątem cieliakii a wtedy muszę jeść gluten, węgle żeby badanie było wiarygodne. Stan mojego samopoczucia wrócił do stanu wyjściowego waga wzrosła do 76kg, wymiotowałam, chodziłam z bolącą głową, nie mieściłam się w ubrania kupione na diecie.
Ostatecznie nie wytrzymałam do wykonania badań, odrzuciłam gluten po półtorej tygodnia.
Jednak na dietę keto wróciłam od 1 maja 2019 i tu zaczyna się cała historia.
Razem z rozpoczęciem na nowo diety doszłam do wniosku że czas ruszyć dupsko i iść na siłownię. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Z wyjściowym stanem 73 kg i wymiarami 101-82-108 (biust, talia, biodra) a w udzie 65 cm. Oczywiście przede mną był około miesiąc koszmarne adaptacji, mój organizm szalał ale ja zawzięcie trzymałam się postanowień czyli jem zdrowo, w optymalnym bilansie kalorycznym i trening siłowy 3 razy w tygodniu. Dałam radę i czerwiec przywitałam z wymiarami 101-78-103 i w udzie 64 cm.
Waga spadła do 71 kg i to był mój mały sukces.
Czerwiec był miesiącem zaliczeń w szkole, nauki, więc na siłownię chodziłam raz w tygodniu, czasem dwa ale odkryłam trening domowy z @dagawu na instagramie, który wylewał że mnie 7 poty. Nie była to jednak taka intensywność co w maju.
Szkołę zdałam, na luzie mogłam już podejść do treningów, dietę trzymałam równo, nadal nie byłam na redukcji, natomiast zauważyłam znaczna zmianę na mojej twarzy, która zawsze bardziej przypominała wulkan w chwili wybuchu a teraz stała się gładka. Pryszcz jak już wyskoczył to raz na jakiś czas. Dostałam ogromnego powera i z 5 kaw dziennie zeszłam do 1 lub 2.. Lipiec przywitałam wymiarami 100-77-101 w udzie 62 cm.
Moje ciało, mimo że jeszcze ulane to powoli zaczyna się umięsniać. Na chwilę obecną jestem tak zadowolona z obecnego wyglądu że na siłowni nie ćwiczę w worku jaką była moja bluzka ale w zestawie z Gym Provocateur co jest krokiem milowym w mojej samoakceptacji. No ale walka trwa, teraz zaczynam wchodzić w redukcję.
Jeśli chodzi o samą dietę ketogeniczną zdecydowanie nie jest ona dla każdego. Jest to bardzo restrykcyjna ale efektywna dieta. Nie chodzi się na niej głodnym natomiast jest to zmiana swoich preferencji żywieniowych o 180 stopni. Nie jestem dietetykiem, ani trenerem więc podjęcie decyzji o jej wprowadzeniu najlepiej podjąć razem z lekarzem po badaniach i wykluczeniu przeciwwskazań. Jeśli jednak się na nią zdecydujecie bądźcie wytrwali.
Moje zmagania na codzień możecie obserwować na instagramie: loisinaiblog.
To na tyle na dziś, lecę robić bicki na siłownię🤣


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life